droga do sukcesu

Żyjesz tak, jak inwestujesz w siebie… „Jeżeli nie masz czasu na osiąganie własnych celów – pracujesz nad osiągnięciem celów innych ludzi…”

nadal żyję… Grudzień 23, 2008

Filed under: prywatniej — elemiah @ 11:44 pm

treelWłaśnie spojrzałam, ze mój ostni post. Był 11 grudnia… myślałam wtedy, że nastał spokój. Niestety nowe, jeszcze gorsze bomby wybuchły w moim życiu… Grudzień był jak film, jeśli byłabym jego widzem uznałabym, że reżyser przesadził… niestety życie przerosło wizję reżysera… Nie miałam czasu ani ochoty pisać, nie umiałam pozbierać mysli i skoncentrować się, a to co kiedyś było istotne przestało mieć znaczenie… liczył się tylko dzień dzisiejszy i jutrzejszy…

Najpierw 1 grudnia zapaść mojego taty, jego śpiączka i długa droga do… życia, oby jak najdłuzszego, choć ciągle wiszącego na włosku…

Potem 13 grudnia szok – lekarka do mnie „ma Pani guza, dziwny, za tchawicą i tarczycą… może to chłoniak…” potwornie się wystraszyłam… nadal jestem na ścieżce diagnozy… przerwanej – „prosze Pani, brak podpisanych umów, wiec ponowne zapisy do specjalistow opiero od 2 stcznia” tak… roztrzaskana o skałę rzeczywistości… nadal nie wiem co mi jest, coż mam czas na zaprzyjaźnienie się ze swoim guzem… ładnie go poproszę, żeby był łagodny i przypadkiem nie chciał mnie zabić…

no i do tego bład sztuki lekarskiej. źle dobrane leki mające zlikwidować cystę na jajniku spowały u mnie 2 tygodnie intensywnego krwawienia, a później jako wisienkę na torcie – krwotok… walka o jego powstrzymanie… na razie etap stabilizacji, choc niestety nadal krwawie…

ale jest jasna strona – od kilku dni żyję w raju „odpoczywaj i jedz czekoladę” – słucham tych dobrych rad 🙂 mam kosmiczny bałagan w mieszkaniu, ale gdy tylko rusza mnie poczucie winy idę do lustra, ogladam swoje trupiobiałe ciało i wracam do odpoczynku… Pomagam też trochę w przygotowaniach swiatecznych – głownie jem… przytyje…

W moim życiu pojawił się N. Przeszedł chrzest bojowy – ponownie poznany 24 likstopada (znaliśmy się chwilę rok wcześniej), już 1 grudnia rzucony na głeboką wodę. Stanoł na wysokości zadania – gdy upadam, stawia mnie na nogi, otrzebuje z kurzu i prowadzi za rękę kilka kroków, a potem puszcza i idzie obok… i tak w kółko… mam nadzieję, że będzie przy mnie długo i że już wkrótce bedę miała szansę się odwdzięczyć…

Dziś mówię: Dziekuję…Komu? Bogu, losowi, ludziom? wszystkim….

Teraz, powoli nastaje spokój, oby na stałe.I tak najważniejsze, że jestem silniejsza…

Mogę zmierzyć się z ludzkimi dramatami, znam ich smak… Może dzieki temu, że sama przechodzę przez długi, czarny tunel będę potrafiła przez niego przeprowadzić innych lub choć pokazać, że da się przez niego przejść…

Moja najświeższa i najcenniejsza lekcja – dystans… Trzeba mieć dystans do siebie i życia, bez patosu, żyć miekko i niedoskonale… Mieć swoją narrację i kreować swoją rzeczywistość…

Piszę teraz swoją bajkę… i wiecie co? Jest piękna….

Kolejna lekcja, do przerobienia: jak wyjśc poza swoje ego?

P.S. Poznaj kobiecą stronę rozwoju. Wejdź na drogadosukcesu.pl

Advertisements
 

One Response to “nadal żyję…”

  1. asiula Says:

    „Potykając się, można zajść daleko; nie wolno tylko upaść i się nie podnieść” J.W.Goethe


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s