No i od nowa. Tatuś dziś znów trafił do szpitala…
Szybka mobilizacja, zebranie energii i siły, by stawić czoła nowym zmaganiom.
Trzymajcie proszę kciuki.
No i od nowa. Tatuś dziś znów trafił do szpitala…
Szybka mobilizacja, zebranie energii i siły, by stawić czoła nowym zmaganiom.
Trzymajcie proszę kciuki.
Pisałam o marzeniu przyjaciela, ale o swoim też nie zapominam. Działam i jestem z tego powodu dumna ![]()
W czwartek 5.03. 2009 z grupa SRP współprowadziłam szkolenie dotyczące motywacji.
Pojawił się także mój artykuł na portalu Biznes Na Obcasach, z którym współpracuję. A 26.02 odbyło pierwsze, bardzo udane spotkanie kobiet z tego portalu i pomagałam je organizować. W tym miesiącu kolejne spotkanie i przygotowuję też szkolenie dotyczące prawidłowego formułowania celów.
No i nieustannie rozwijam pozostałe strony:
Szkoła Odchudzania i
www.mariatarczynska.pl, która ma zastąpić obecną drogę do sukcesu
to tyle
Wczoraj byłam u mojej podopiecznej (zajmuję się dziećmi z problemami w nauce). Nie widziałyśmy się już dawno. Ostatnio przed świętami, więc cieszyłam się z odnowienia naszej współpracy.
Uczymy się jak gdyby nigdy nic historii i nagle ona mówi: „teraz kogoś tu brakuje”
„Jak brakuje?” – zupełnie nie zrozumiałam.
Wtedy wszystko mi opowiedziała.
Pewnego styczniowego ranka, narzeczony siostry mojej podopiecznej, (mieszkali w pokoju obok) jak co dzień wychodził do pracy i jak co dzień chciał pocałować na dowidzenia swoją 27 letnią zażyczoną. Zorientował się wtedy, że ona nie żyje. Umarła. Tak po prostu. We śnie, śpiąc tuż obok niego, tak cicho i niedostrzegalnie, że zorientował się dopiero rano. Dla rodziny to był szok i potworna tragedia. Nie miałam pojęcia co powiedzieć. Jak im pomóc.
Dla mnie to też był szok. Nie znałam jej dobrze, ale czasem rozmawiałyśmy. Była wesoła i pełna energii.
Zawsze uważałam, że śmierć we śnie to najpiękniejsza forma śmierci. Jednak zawsze miałam na myśli 90- letnich staruszków. Byłam przekonana, że zdrowi młodzi ludzie nie umierają tak po prostu, np. krztusząc się we śnie i to do tego bezszelestnie. Kolejny mit przewidywalności, wpływu i kontroli nad życiem runął. Poczułam się taka bezradna.
Spałam dziś fatalnie.
P.S. Poznaj kobiecą stronę rozwoju. Wejdź na drogadosukcesu.pl
No i skończył się błogi czas bez większych problemów. W przyszłym tygodniu maja mama idzie na biopsję…
Zaczynm znów panikować…
P.S. Poznaj kobiecą stronę rozwoju. Wejdź na drogadosukcesu.pl
Nigdy nie wchodzi się dwa razy do tej samej rzeki… Dla mnie oznacza to, że nigdy nie jesteśmy już tymi samymi ludźmi, którymi byliśmy jeszcze sekundę wcześniej.
Uległam złudzeniu, że skoro jakiś czas temu poznałam swój „cel życia” i ustaliłam „plan” to mogę spokojnie płynąć tym kursem, bez ponownego zastanawiania się nad swoimi potrzebami. Niestety, zmieniamy się, zmienia się też nasze otoczenie. Przechodzimy nieustanny proces ewolucji, wiec ciągle musimy korygować kurs, by był zgodny z tym co jest w nas aktualnie. Szukanie odpowiedzi na pytania „Jaki jest sens mojego życia?”, „Jaki jest cel?”, „Czym jest moja pustka i jak mogę ją wypełnić?”, to nie jest „przykry jednorazowy zabieg”. Trzeba co jakiś czas udać się do „pustelni” naszego wnętrza i znaleźć nowe odpowiedzi, na te zasadnicze pytania.
Dlaczego o tym piszę? Ostatnio miotałam się potwornie. Zgubiłam drogę, cel przestał być motywujący, ale ja tego nie widziałam. Na szczęście mądry ktoś, kto obserwował mnie z zewnątrz zobaczył, że znów odczuwam „pustkę” i że właśnie powinnam stanąć przed kolejną próbą….
Zadał mi wtedy pytanie: „Co jeszcze zrobisz, by uciec od „pustelni”? Celność jego uwagi najpierw mnie zmroziła, potem wpadłam we wściekłość, a potem gdy emocje opadły, musiałam przyznać sama przed sobą, że ma rację… Robię wszystko by uciekać, sama przed sobą…
Ludzie piją, robią wielkie zakupy, nigdy nie wyłączają telewizora, chodzą wiecznie na imprezy, uprawiają przygodny seks, awanturują się, nieustannie pracują lub jedzą…
A co Ty robisz? Czy już kiedykolwiek zadałaś sobie zasadnicze pytania? Czy czujesz, że musisz je zadać ponownie? Zdobędziesz się na odwagę, by udać się do „pustelni” swojego wnętrza i odnaleźć odpowiedzi?
P.S. Poznaj kobiecą stronę rozwoju. Wejdź na drogadosukcesu.pl
Jakiś czas temu wspominałam, że pracuję nad pewnym internetowym projektem. Niestety przez to całe zamieszanie grudniowe miałam ogromne opóźnienia, ale w końcu ruszyłam.
Ta dam!
Oto moje internetowe “dziecko”
Szkoła Psychologicznego Odchudzania
Trzymajcie kciuki.
P.S. Poznaj kobiecą stronę rozwoju. Wejdź na drogadosukcesu.pl
Choć zabrzmi to banalnie, a pewnie nawet śmiesznie, odkryłam coś co świetnie działa. Zabrałam do kibelka książkę Rozmyślania. Zen na każdy dzień.
Taka codzienna porcja zen, czytana w chwili szczególnego skupienia
fantastycznie na mnie działa. Czuję jak powoli myśli i idee zen stają się czescią mojego życia i je wzbogacają. Staję się bardziej zen.
jak już jesteśmy w tym temacie, zdradź co czytasz na kibelku?
no i z dystansem do życia i siebie też nie mam już problemu
P.S. Poznaj kobiecą stronę rozwoju. Wejdź na drogadosukcesu.pl
cóż ostanio moje dni to wieczna wędrówka po lekarzach… czego to oni mi nie wymyślą, jakich badań nie muszę zrobić… aż dziwne, że nie dostałam jeszcze skierowania do psychiatry
dowiedziałam się jednego “jestem popsuta i taka moja uroda, więc trzeba żyć tak, jak gdyby nigdy nic” – skoro tak no to trudno
bede gasiła pożary jeśli będą wybuchały i cieszyła się każdą chwila spokoju… ale zbliżam się do końca wędrówki i już wkrótce zamknę ten temat
mróz i zima zaskoczyła ponownie nasz kraj… od lekarza wracałam 3h, myślałam, że zamrznę… ale już siedzę w ciepłym domku i piję herbatkę poziomkową, jest cudownie.
Najważniejsze:
Dziś onkolog powiedział mi że to nie guz.. mam po prostu “inaczej” ułozony przełyk… co za ulga! kosztowało mnie to mnóstwo stresu i czasu, ale zdobyałam też niezwykle cenne doświadczenie, mogłam obejrzeć świat i siebie z innej perespektywy. Postaram się nigdy nie zapomnieć tej lekcji!
P.S. Poznaj kobiecą stronę rozwoju. Wejdź na drogadosukcesu.pl
Właśnie wróciłam z kilkudniowego, sylwestrowego wyjazdu z przyjaciółmi, otwieram skrzynkę a tam… maile od Krzyśka, Maćka, Agi i Sebastiana… Nigdy wcześniej ich nie znałam i pewnie nigdy bym nie poznała gdyby nie ten błog. To takie niesamowite uczucie… Bardzo wam dziękuję, zarówno za sam fakt pisania jak i za inspirację zawartą w mailach. Jak tylko zapoznam się z materiałami napiszę coś więcej na ten temat… Na razie jeszcze raz dziękuję. aaa i dziękuję także wszystkim kometującym. To niesamowite, że ten blog żyje…
P.S. Poznaj kobiecą stronę rozwoju. Wejdź na drogadosukcesu.pl
Właśnie spojrzałam, ze mój ostni post. Był 11 grudnia… myślałam wtedy, że nastał spokój. Niestety nowe, jeszcze gorsze bomby wybuchły w moim życiu… Grudzień był jak film, jeśli byłabym jego widzem uznałabym, że reżyser przesadził… niestety życie przerosło wizję reżysera… Nie miałam czasu ani ochoty pisać, nie umiałam pozbierać mysli i skoncentrować się, a to co kiedyś było istotne przestało mieć znaczenie… liczył się tylko dzień dzisiejszy i jutrzejszy…
Najpierw 1 grudnia zapaść mojego taty, jego śpiączka i długa droga do… życia, oby jak najdłuzszego, choć ciągle wiszącego na włosku…
Potem 13 grudnia szok – lekarka do mnie “ma Pani guza, dziwny, za tchawicą i tarczycą… może to chłoniak…” potwornie się wystraszyłam… nadal jestem na ścieżce diagnozy… przerwanej – “prosze Pani, brak podpisanych umów, wiec ponowne zapisy do specjalistow opiero od 2 stcznia” tak… roztrzaskana o skałę rzeczywistości… nadal nie wiem co mi jest, coż mam czas na zaprzyjaźnienie się ze swoim guzem… ładnie go poproszę, żeby był łagodny i przypadkiem nie chciał mnie zabić…
no i do tego bład sztuki lekarskiej. źle dobrane leki mające zlikwidować cystę na jajniku spowały u mnie 2 tygodnie intensywnego krwawienia, a później jako wisienkę na torcie – krwotok… walka o jego powstrzymanie… na razie etap stabilizacji, choc niestety nadal krwawie…
ale jest jasna strona – od kilku dni żyję w raju “odpoczywaj i jedz czekoladę” – słucham tych dobrych rad
mam kosmiczny bałagan w mieszkaniu, ale gdy tylko rusza mnie poczucie winy idę do lustra, ogladam swoje trupiobiałe ciało i wracam do odpoczynku… Pomagam też trochę w przygotowaniach swiatecznych – głownie jem… przytyje…
W moim życiu pojawił się N. Przeszedł chrzest bojowy – ponownie poznany 24 likstopada (znaliśmy się chwilę rok wcześniej), już 1 grudnia rzucony na głeboką wodę. Stanoł na wysokości zadania – gdy upadam, stawia mnie na nogi, otrzebuje z kurzu i prowadzi za rękę kilka kroków, a potem puszcza i idzie obok… i tak w kółko… mam nadzieję, że będzie przy mnie długo i że już wkrótce bedę miała szansę się odwdzięczyć…
Dziś mówię: Dziekuję…Komu? Bogu, losowi, ludziom? wszystkim….
Teraz, powoli nastaje spokój, oby na stałe.I tak najważniejsze, że jestem silniejsza…
Mogę zmierzyć się z ludzkimi dramatami, znam ich smak… Może dzieki temu, że sama przechodzę przez długi, czarny tunel będę potrafiła przez niego przeprowadzić innych lub choć pokazać, że da się przez niego przejść…
Moja najświeższa i najcenniejsza lekcja – dystans… Trzeba mieć dystans do siebie i życia, bez patosu, żyć miekko i niedoskonale… Mieć swoją narrację i kreować swoją rzeczywistość…
Piszę teraz swoją bajkę… i wiecie co? Jest piękna….
Kolejna lekcja, do przerobienia: jak wyjśc poza swoje ego?
P.S. Poznaj kobiecą stronę rozwoju. Wejdź na drogadosukcesu.pl
Dawno nie pisałam, nie miałam czasu, nie miałam internetu i nie potrafiłam pozbierać myśli. Wydarzenia ostaniego czasu przyspieszyły moja ewolucję, może nawet spowodowały rewolucję. Zmieniałam się ja, zmieni się blog. Już wkrótce napiszę więcej…
P.S. Poznaj kobiecą stronę rozwoju. Wejdź na drogadosukcesu.pl
Twórczość mojego przyjaciela. Jeśli masz dobry nastrój lepiej nie oglądaj – możesz go sobie popsuć…
P.S. Poznaj kobiecą stronę rozwoju. Wejdź na drogadosukcesu.pl
nie wiem co mi jest… płaczę na tym jak dziecko
a zaczęło się od tego, na tym też płaczę (niestety logo na końcu psuje wszystko)
płacz na reklamie nie jest chyba czymś dobrym
P.S. Poznaj kobiecą stronę rozwoju. Wejdź na drogadosukcesu.pl
Ten post powstał jakiś czas temu…
Jeszcze jedna życiowa refleksja. Nie wiem co mi jest, że stałam się taka sentymentalna. Właściwie kiedyś nie przywiązywałam wagi do symbolicznych dat, tym bardziej urodzin. Jednak tym razem jakoś bardzo refleksyjnie podchodzę do tematu. Skończyłam pierwsze ćwierćwiecze. To był czas w którym, dużo dostawałam, byłam prowadzona, uczona. Właściwie mój wybór ograniczał się do „zgadzam się”, „nie zgadzam się”. To pierwsze ćwierćwiecze to jakby czas „pakowania mojego plecaczka”. Rodzina, bliscy, nauczyciele, znajomi pakowali mi różne rzeczy, dali mapę i uczyli ją czytać, dostałam rady gdzie warto dojść, czego unikać… ale teraz muszę zabrać cały ten bagaż i wyruszyć w swoją podróż. Sama muszę wybrać dokąd pójdę, jaką drogę wybiorę i jaki ekwipunek z plecaczka wykorzystam. To czas mojej odpowiedzialności, na razie za samą siebie. Postanowiłam, że jak najlepiej wykorzystam wszystko to co dostałam i za co jestem tak bardzo wdzięczna. Jednak to nie koniec. Prawdopodobnie jeszcze w tym ćwierćwieczu przyjdzie mi pakować plecaczek innej osóbki, mam nadzieję, że będę miała komu. Postaram się aby to co zapakuję do innego plecaczka było dobre, wartościowe i pozwoliło osiągnąć wymarzony cel… Czy mi się uda? Zobaczymy w pięćdziesiąte urodziny. Wtedy też, wyjawię marzenia i zaplanuję cele na trzecie ćwierćwiecze.
P.S. Poznaj kobiecą stronę rozwoju. Wejdź na drogadosukcesu.pl
Oby każdy dzień był dniem życzliwości.
Chciałam, podziękować wszystkim czytającym ten blog, wszystkim, którzy pozostawiają tu swoje komentarze i wszystkim, których znam osobiście za całą ogromną życzliwość jaką od Was dostałam. Nie mam pojęcia jak się odwdzięczyć. Powiem tylko, że możecie na mnie liczyć i zrobię wszystko byście się nie zawiedli. Życzę wszystkim, także sobie byśmy żyli w życzliwym świecie. Byli życzliwi i spotykali się z życzliwością, na każdym kroku.
Wczoraj miałam dyżur fundacyjny. Piątkowe popołudnie, oddział hematologii. Uwielbiam tam chodzić. Są tam fantastyczni ludzie, zarówno pacjenci jak i wspaniały personel. Życzliwość na każdym kroku, nie tylko w dzień życzliwości. Tyle wiary i siły, cierpienie bohatersko znoszone. Tak bardzo wszystkich podziwiam i tyle się uczę. Siedziałam sobie na sali. Jasno, ciepło. Szczęściu mężczyzn -uśmiechnięci, żartujący. Wymieniali się zdjęciami swoich rodzin, dzieci, wnuków, opowiadali o życiu i pasjach. Za oknami padał śnieg. Było tak cudownie. Myślę, że chodzę tam głownie dla siebie, może nawet z czystego egoizmu, bo mi tam dobrze wśród tylu wspaniałych ludzi. Skoro to egoizm, to może przynajmniej dobrze ukierunkowany, wiec warto.
P.S. Poznaj kobiecą stronę rozwoju. Wejdź na drogadosukcesu.pl